2016/04/04

"Marsjanin" Andy Weir

Straszliwa burza piaskowa sprawia, że marsjańska ekspedycja, w której skład wchodzi Mark Watney, musi ratować się ucieczką z Czerwonej Planety. Kiedy ciężko ranny Mark odzyskuje przytomność, stwierdza, że został na Marsie sam w zdewastowanym przez wichurę obozie, z minimalnymi zapasami powietrza i żywności, a na dodatek bez łączności z Ziemią. Co gorsza, zarówno pozostali członkowie ekspedycji, jak i sztab w Houston uważają go za martwego, nikt więc nie zorganizuje wyprawy ratunkowej; zresztą, nawet gdyby wyruszyli po niego niemal natychmiast, dotarliby na Marsa długo po tym, jak zabraknie mu powietrza, wody i żywności. Czyżby to był koniec? Nic z tego. Mark rozpoczyna heroiczną walkę o przetrwanie, w której równie ważną rolę, co naukowa wiedza, zdolności techniczne i pomysłowość, odgrywają niezłomna determinacja i umiejętność zachowania dystansu wobec siebie i świata, który nie zawsze gra fair…
-lubimyczytac.pl

Przyznam się wam otwarcie - wcale nie zależało mi na przeczytaniu tej książki. Tak naprawdę jedyną rzeczą, która sprawiła, że po nią sięgnęłam, była ekranizacja. Kusiło mnie, aby obejrzeć film nie czytając uprzednio pierwowzrou. Ale powstrzymałam się, wrzuciłam ją do koszyka i zabrałam się za lekturę. I słusznie.

Gdyby tak spojrzeć na fabułę z innej perspektywy, wydaje się nieco nudnawa. Bo co może się dziać poza samym przebywaniem i próbą przeżycia na czerwonej planecie? Ale uwierzcie mi, zostało to tak zręcznie przedstawione, że z zapartym tchem czytałam... obliczenia dotyczące ziemniaków. Fajnie, prawda?

Niezaprzeczalnie największym plusem Marsjanina oraz częścią nadającą jej wyraz i charakter, był główny bohater - Mark Watney. Zaimponował mi swoją pogodą ducha, pozytywizmem i dystansem do siebie i swojej, dosyć kiepskiej, sytuacji życiowej. To niesamowicie zabawny, a także ciepły człowiek, z którym chcielibyście spędzić całą wieczność. Jego tekstom powinnam poświęcić oddzielny akapit. Przeczytajcie zresztą sami:

[12.04] JPL: (...) Proszę, uważaj na swój język. Wszystko, co napiszesz, nadajemy na żywo na cały świat.
[12.15] WATNEY: Patrzcie! Cycki! ==>> (.Y.).

I jak tu go nie pokochać?

Za to największym minusem tej powieści był język, jakim została napisana. Jest on pełen technicznych wyrażeń, chemicznych zwrotów i Bóg wie czego jeszcze. Chociaż autor starał się nam to w miarę przybliżyć i wytłumaczyć, dla takiego informatyczno-technicznego ciemniaka jak ja, to nadal pozostawało czarną magią. Na szczęście nie sprawiło mi to większych trudności podczas czytania, czułam się po prostu niezdolna do weryfikacji wszystkiego, co tam zawarto. 

Często pomijam aspekt okładki i całej oprawy graficznej. Od wyjątku tego odchodzę w przypadkach skrajnie pozytywnych lub negatywnych. Dlatego nie mogę się powstrzymać od wyrażenia swojego ogromnego zachwytu nad tą przecudowną okładką, która bardziej przypomina dzieło sztuki, niż zdjęcie. Powiem wam coś jeszcze - obecnie to moja #1!

Podsumowując - Marsjanin to rewelacyjna książka rozrywkowa, którą poleciłabym jednak osobom, którym moc niezrozumiałych słów nie jest straszna. A jeśli się tego obawiacie, zróbcie to chociażby dla genialnej postaci Marka, bez którego ta cała historia byłaby zwyczajnie nudna. A ja tymczasem nie mogę się doczekać obejrzenia ekranizacji!

13 komentarzy:

  1. Cieszę się że jednak sięgnęłaś i przeczytałaś, no i że się nie zawiodłaś.
    :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak naprawdę nie trzeba mi więcej słodzić, wiem, że na pewno sięgnę :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Marsjanin to cudowna aczkolwiek wymagająca książka :3

    OdpowiedzUsuń
  4. Książkę mam w planach i oby udało mi się ją przeczytać w tym roku. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Słyszałam juz tyle dobrego na temat tej powieści, ze chyba w końcu po maturach sie na nią skuszę :)
    Pozdrawiam, isareadsbooks.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Wbrew pozorom, to właśnie te techniczne aspekty pozwalają odczuć "realność" sytuacji;p Przypomina mi się fragment, gdzie Mark zamienia skomplikowaną jednostkę na piratoninja, aby pomóc nam zrozumieć o co mu chodzi ;) Ale zdecydowanie to optymizm Marka nadaje książce "to coś"

    OdpowiedzUsuń
  7. Dla mnie też to była rewelacyjna lektura. Teraz mam w planach obejrzenie filmu.

    OdpowiedzUsuń
  8. W wersji angielskiej ta książka jest o wiele, wiele lepsza :D Niestety tłumacz się nie sprawdził i popełnia nawet błędy merytoryczne :o Ale, czytałam i oryginał i polską wersję, lubię Marsjanina :D Jest to bardzo pozytywna książka.

    LeonZabookowiec.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja uwielbiam film i na razie tylko film, bo na powieść jeszcze się nie skusiłam, chociaż od pewnego czasu mnie ciągnie... Zobaczymy, co czas pokaże :) Myślę, ze warto, bo jeszcze żadna znana mi osoba nie żałowała jej przeczytania
    http://ksiegoteka.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  10. Film był całkiem nie zły i na książkę mam ochotę :D
    Więc może kiedyś mi się to uda :D

    Buziaki
    http://coraciemnosci.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  11. Przeczytam, ale raczej przez to, że Bookathon organizuje miesiąc "Marsjanina", choć różne sprzeczne opinie czytałam. Mam jednak spore oczekiwania.

    OdpowiedzUsuń
  12. Już od długiego czasu jestem ciekawa tej książki i na pewno po nią sięgnę. Mam tylko nadzieję, że tak wiele niezrozumiałych słów nie będzie mi przeszkadzać ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Świetna książka, jedna z lepszych, jakie czytałam. :) Żałuję tylko jednego - kiedy ja ją kupowałam, oryginalna okładka była niedostępna i mogłam liczyć tylko na wydanie filmowe.

    OdpowiedzUsuń

Jeśli komentujesz, przeczytaj post w pierwszej kolejności i proszę, nie zostawiaj swojego adresu - prawdopodobnie już znam Twój blog. Jeśli jednak chcesz się upewnić, zostaw swój link w zakładce Spam :)

obserwatorzy