2016/04/22

O współpracy recenzenckiej słów kilka


Zanim przejdę do właściwego tematu posta, chcę tylko powiedzieć, że wszystko co tu napiszę to jedynie moja subiektywna opinia, która nie dotyczy każdego blogera nawiązującego współprace recenzenckie. A więc przejdźmy do rzeczy. 

Ostatnio zauważyłam w książkowej blogosferze dziwne zjawisko. Nie chcę rzucać nazwami, bo niczego tym sposobem nie wskóram. Załóżmy więc, że blogerka X pisze jakiś post w stylu LBA i na pytanie o cieszące się wielką popularnością kolorowanki dla dorosłych, odpowiada, że chociaż ma swój egzemplarz, to szybko jej się znudziły i zresztą nie bardzo lubi kolorować. Więc wyobraźcie sobie moje zdziwienie, gdy miesiąc później na jej blogu widzę recenzję nowej kolorowanki wydawnictwa SQN (z którym oczywiście współpracuje), w której wychwala ją za to i tamto. Wybaczcie, ale dla mnie taka osoba, a co za tym idzie jej recenzje, zupełnie tracą wiarygodność.

Wraz z współpracą recenzencką pojawiają się dwa zasadnicze problemy - branie do recenzji co popadnie i co tylko wydawnictwo zaproponuje, a także fałszywa i zawyżona ocena jakiejś książki, tylko dlatego, że to egzemplarz recenzencki. Jak już zaczęłam, to dokończę pierwszy wątek. To dla mnie naprawdę niepojęte, dlaczego niektórzy książkoholicy recenzują wszystko, co mogą dostać od wydawnictwa za darmo. I nie ważne, że treść książki kompletnie mija się z ich gustem czytelniczym, nie ważne, że wcale nie mają na nią ochotę. Ważne jest to, że będą posiadali o jedną książkę więcej. Czy naprawdę można być tak płytkim materialistą (bo inaczej tego nazwać nie potrafię)? Wydaje mi się, ba, ja wiem, że w czytaniu chodzi o coś innego. Nie o ilość lśniących książek na półce, lecz o radość, jaką przyniesie nam ich czytanie.

Skoro już ponarzekałam trochę na ten aspekt, czas przyczepić się do innego, również wyżej wspomnianego. Chodzi mi oczywiście o nieszczerze recenzje książek od wydawnictw. Z tym na pewno każdy z was się spotkał nie raz, nie dwa. Dzieje się tak dlatego, że blogerkom (bo najczęściej o płeć piękną chodzi) wydaje się, że nie mogą złego słowa powiedzieć o powieści, którą otrzymały do recenzji. W wyniku tego piszą niezgodnie ze swoimi odczuciami, co, uwierzcie mi, widać z daleka. Wychwalają książkę za nieistotne szczegóły, po czym dają jej dziewięć czy nawet dziesięć gwiazdek. Często gdy czytam dziwnie zachwalającą opinię i widzę taką wysoką ocenę, zgaduję, czy na końcu znajdę dopisek 'za książkę dziękuję wydawnictwu (...)'. I niestety, zazwyczaj mam rację.

Czy naprawdę niektórym wydaje się, że takie nieszczere recenzje nie mają znaczenia? Po co oszukują swoich czytelników, wciskając im produkt niegodny polecenia? Wydaje mi się, że większości wydawnictw chodzi o rzetelną recenzję, a nie naciągany tekst. A nawet jeśli znajdzie się takie, które nie pozwala na negatywne opinie, to nie wyobrażam sobie kontynuowania z takowym współpracy. Po prostu czułabym się jak skończona oszustka.

Nie twierdzę oczywiście, że współpracowanie  z wydawnictwami to coś negatywnego. Wręcz przeciwnie - uważam, że to wspaniała inicjatywa, dzięki której możemy rozwijać i urozmaicać naszego bloga, bez uszczuplania zasobów portfela. Pamiętajmy jednak o umiarze we wszystkim.

To chyba tyle z mojej strony - koniecznie powiedzcie mi, czy wy również spotkaliście się z takim zachowaniem. Mam także nadzieję, że dałam niektórym do myślenia.

xxx
Weronika

24 komentarze:

  1. Nieraz spotkałam się z takimi recenzjami i jest to przykre,bo summa summarum nie mamy możliwości dowiedzieć się prawdy o książce.. Sama współpracuję z kilkoma wydawnictwami, ale do tej pory tylko raz trafiłam na książkę, która kompletnie mi się nie spodobała. Może dlatego, że zawsze do recenzji wybieram książki, które leżą w moim guście?
    Ale nie rozumiem ludzi, tak jak wspomniałaś, którzy recenzują wszystko co popadnie by mieć o jedną książkę więcej. Owszem, mam takich autorów dla których zrecenzowałabym o cokolwiek by poprosili, ale jestem zdania, że recenzować co popadnie to jest spora przesada. I taki trochę "bajzel" się robi mówiąc kolokwialnie..

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo ostrożnie dobieram egzemplarze recenzenckie, bo trzeba mierzyć siły na zamiary i sięgać po to, co naprawdę może nas zainteresować, choć oczywiście możliwość posiadania kolejnej książki bywa kusząca. Ja na razie spotkałam się z tylko jedną ogromną porażką i było to "Nick i Norah. Playlista dla dwojga". Długo biłam się z myślami, bo był to pierwszy egzemplarz recenzencki, jaki dostałam od Bukowego Lasu i nie chciałam zacząć współpracy od tak negatywnej recenzji, ale doszłam do wniosku, że stracę szacunek do samej siebie, jeśli nie napiszę o swoich prawdziwych odczuciach. Nie chciałam się "sprzedać". Napisałam, co myślę, wytknęłam słabe strony książki i... nic się nie stało. Nie zostałam porażona piorunem za tak nikczemne postępowanie, nikt mnie nie skrzyczał. Każdy ma prawo do własnej opinii i blogerki powinny to sobie uświadomić. Tworzą swoje miejsce w sieci głównie dla siebie i tego powinny się trzymać, a nawet gdyby wydawnictwo postanowiło zerwać z nimi współpracę to przecież świat się nie zawali. Umiejetność przyjmowania krytyki świadczy o profesjonalizmie.
    Z drugiej strony martwi mnie trochę obecna nagonka na blogerów książkowych. Zwłaszcza to, że wszystkim wytykane jest, iż na każdym blogu znajduje się recenzja tej samej książki. Niektóre wydawnictwa wymagają opublikowania postu w przeciągu dwóch tygodni, dlatego pojawia się wysyp recenzji jednej książki, zgoda, to może być denerwujące, ale nie podoba mi się to piętnowanie blogerów. Kto jest bez winy niech pierwszy rzuci kamieniem. Przecież wszyscy wiemy, jak to jest. Dlaczego nie potrafimy przestać krytykować wszystkich wokół i skupić się na sobie? Wiem, że trochę dobiegłam od tematu, ale strasznie mi to leży na duszy, wybacz :) Zgadzam się jednak z problemem, który ty poruszyłaś w swoim poście, bo to w stu procentach zasługuje na wytknięcie. Chyba można tylko liczyć na to, że prędzej czy później taki bloger zda sobie sprawę z tego, co robi i się opamięta albo ktoś inny wyleje na niego kubeł zimnej wody,

    Books by Geek Girl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świetny komentarz, to samo miałam w głowie. Coraz więcej pojawia się postów w których blogerzy krytykują blogerów. Błędy faktycznie są i z większością się zgadzam, ale tworzenie całych postów z krytyką wydaje mi się trochę przesadzone. Szczególnie, że później pojawiają się komentarze z potwierdzeniami i masą dodatkowego hejtu. Wolałabym, żeby blogerzy pisali o tym, co im się tutaj podoba...
      Co do współprac, ja mam całą jedną, a bloga prowadzę ponad rok. I jestem zadowolona. Zazwyczaj podobają mi się książki, które dostaje (jedne mniej jak "Hotel Marigold", inne bardziej jak "Symfonia w bieli"). Jednak zawsze sama wybieram co chcę zrecenzować i kieruję się zazwyczaj opiniami na goodreads i światowymi nagrodami dla książki, więc nie biorę niczego w ciemno. A na dodatek to świetny sposób na poznanie innej literatury, po którą może normalnie bym nie sięgnęła, a miałabym czego żałować.
      I podziwiam, że umiesz poznać, że ktoś pisze nieprawdę, ja bym chyba nie umiała tego wywnioskować, jeżeli kogoś nie znam :P Czasami nawet osoba, której gust wydaje się podobny do mojego ma całkiem inne zdanie o konkretnej książce. Weźmy na przykład "Szklany tron", który wszyscy wychwalali, a mnie rozczarował. A znowu "Pojedynek" zadowolił mnie tak, jak większość osób. W każdym razie to rzecz gustu, więc nie wiem jak poznać kiedy ktoś kłamie, że mu się podobało.
      Liczę teraz na jakiś post o pozytywnym życiu blogerów :D

      Usuń
  3. Ja co prawda prowadzę bloga z recenzjami 3 lata i jeszcze nie odezwało się do mnie żadne wydawnictwo i w sumie się z tego cieszę, bo przynajmniej mogę pisać recenzję jak chce i kiedy chce i robić to z przyjemnością a nie dlatego, że wydawnictwo ze mną współpracuje i ma jakieś tam wymagania. Takie jest moje zdanie w tym temacie ;)
    http://karola8399.blogspot.com/2016/04/biblioteczka-karoliny.html

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja tak nie uważam. Nie chce nikogo od razu oceniać po recenzji, bo to, że książkę wychwala, a jest to egzemplarz od wydawnictwa, nie znaczy, że opinia jest fałszywa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie powiedziałam nic takiego - chodzi mi o takie przypadki, kiedy rzeczywiście książka się komuś nie podoba. Nie twierdzę, że egzemplarz recenzencki nie może się spodobać!

      Usuń
    2. Ja rozumiem, tylko nie bardzo wiem, skąd można mieć pewność, że opinia jest nieszczera, przecież ktoś może po prostu źle pisać xd

      Usuń
  5. Ja również ubolewam nad tym zjawiskiem, zresztą mój post : http://ksiegoteka.blogspot.com/2016/03/moje-ulubione-blogi-co-mnie-denerwuje-w.html dość wyraźnie to zaakcentował. I chociaż w zamyśle był nieco inny, wyszło to.

    Chciałabym oczyścić Internet z takich ludzi. Szkoda mi ich, bo sami też nie mają przyjemności ze swojej pracy blogerskiej.

    http://ksiegoteka.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Moim zdaniem takie osoby po prostu nie szanują czytelników swojej strony jak i samych siebie. Jaki jest cel posiadania bloga gdzie można wyrazić swoją twórczość i zmarnować to na posty do których pisania trzeba się zmuszać? Bezsensu. Marnuje się swój czas, czytelników, a zdobywa tylko książkę, która położy się na półce i nigdy więcej nie ruszy.

    OdpowiedzUsuń
  7. Też nie rozumiem, jak można brać do zrecenzowania coś, co totalnie odbiega od zainteresowań. Mnie nie zdarzyło się jeszcze, bym natrafiła na totalnego gniota z egzemplarzy recenzenckich, ale to najpewniej dlatego, że nie biorę wszystkiego, co popadnie. Biorę tylko to, co mnie osobiście wydaje się ciekawe i co może mnie zadowolić. Jeśli mam wątpliwości, nie decyduję się na daną książkę. Proste. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. cieszę się , że ja wszystko kupuję za własne pieniądze, nie wiem co trzeba mieć w głowie żeby pisać nieszczerą recenzję książki ;(

    OdpowiedzUsuń
  9. Obserwuję pewnego bloga, widywałam tam od czasu do czasu, gdy tylko przysiadłam oceny pozytywny książek przez tę osobę recenzowanych. Pewnego dnia jednak, widząc na tym blogu już kolejną książkę w mniemaniu wielu ludzi beznadziejną, ocenioną na 10/10 zapaliła mi się czerwona lampka. Choć wiadomo... gusta są różne. Jakie jednak było moje "zdziwienie" gdy odkryłam, iż oceny książek do recenzji na tym blogu nie spadają poniżej 8/10. Książki mogą być wybitne, jednak 0-20 książek pod rząd dziewięcio-, dziecięciogwiazdkowych? Trochę mi się smutno zrobiło, widząc, że niektórzy mogą pisać opinie, na których jednak opieram swoje decyzje o kupnie danych pozycji tylko po to by ugłaskać wydawnictwo i dostać więcej książek. Czy naprawdę tylko to się liczy? Szczególnie jeśli recenzje mają 3 akapity po 4 zdania, z czego jeden akapit to opis ściągnięty ze strony wydawnictwa. Plus rzecz jasna to o czym wspomniałaś, wyciąganie z książki nieistotnych zalet. Brać każdą książkę, którą popadnie? Cierpi na tym ostatecznie każda ze stron, wraz z czytelnikami, którzy chcą się po prostu dowiedzieć prawdy na temat książki, której zakup planują.

    OdpowiedzUsuń
  10. Współpraca recenzencka z wydawnictwami powinna być przede wszystkim przemyślana. Przy stałych współpracach wydawnictwa czasami mają zapisy w regulaminach, że wystawiona opinia ma przede wszystkim być szczera. Ważna jest też poprawność pisania recenzji, bo napisanie kilku zdawkowych zdań, że książka była super, mija się z celem. Recenzent powinien argumentować swoją opinię, a większość książek ma zarówno mocne, jak i słabe strony, które można dobrze wskazać w recenzji.
    Zgadzam się z tym, że książki powinno dobierać się zgodnie z własnymi preferencjami i nie czytać nic na siłę. Do tej pory czytałam kilka książek, które były mi przesłane w ramach współpracy z wydawnictwem i każdorazowo wybór książki był przeze mnie przemyślany. Nie zdarzyło mi się słodzić tylko dlatego, że jest to egzemplarz otrzymany za darmo, wskazałam na moje subiektywne odczucia i każde uargumentowałam. Wystawianie każdej książce noty 10/10 mija się z celem... Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Zgadzam się w 100% z wszystkim, co napisałaś. I jest to... smutne. Dlatego, kiedy wychodzi jakaś książka, ma swoją premierę... to rzadko czytam jej recenzje. Bo te pierwsze zazwyczaj mają ocenę właśnie 9/10 albo 10/10 i są niesamowite!! A później po jakimś czasie wychodzi, ze te książki wcale takie świetne nie są. No, a ja głupia tę książkę później kupię...

    Taką zależność w braniu wszystkiego co popadnie mogę sama zauważyć. Od Business&Culture dostaje wiele propozycji egz. recenzenckich od wielu osób. Przynajmniej jedną na tydzień. I nie biorę tego, co mnie nie interesuje. A potem widzę te wszystkie książki wszędzie, na niektórych blogach widzę WSZYSTKIE proponowane i mi. Nie wiem, dlaczego... czy to chęć posiadania tej jednej książki więcej? Podlizanie się wydawnictwom? Nie wiem, ale to zjawisko zauważalne i przykre. A z takimi blogami się żegnam...

    OdpowiedzUsuń
  12. Niestety, wśród niektórych ludzi panuje dziwne przekonanie dotyczące posiadania. Im więcej posiadam ..., tym lepszym jestem ... (człowiekiem). Na przykładzie książkoholików można to ukazać w taki sposób: Im więcej książek posiadam, tym lepszym czytelnikiem jestem. No cóż, mija się to z prawdą znacząco. Nie ważne jest ile czytamy, ile książek mamy w biblioteczce, ale to, ile z książek wynosimy, ile się uczymy, ile radości z nich czerpiemy. No ale jeśli darmowe to brać. Nawet jeśli czegoś nie lubię. Bo w końcu darmowe.

    Nieszczere recenzje są dla mnie niepojęte. Mamy prawo wyrazić swoje zdanie, negatywne lub pozytywne i wydawnictwo MUSI się z tym liczyć. A te, które wymagają jedynie dobrych opinii o książce, no cóż. Widocznie są na tyle słabe, że taka recenzja może zniszczyć ich "prestiż". To chyba świadczy samo o sobie, prawda?

    Ja jeszcze nigdy nie podejmowałam współpracy z żadnym wydawnictwem. Czekam na lepszy czas.

    OdpowiedzUsuń
  13. Mnie osobiście jakoś szczególnie na współpracach nie zależy: wole być niezależna i czytać kiedy chcę i co chcę, nie mając wyrzutów sumienia, że nie zrobiłam recenzji na czas, lub zhejtowałam książkę, co robić, nie ukrywajmy, lubię XD Nie współpracowałam jeszcze z nikim jak na razie.
    O ile uważam, że jasne, podwyższanie swojej opinii przez wzgląd na współprace jest śmieszne, o tyle... w sumie mam to gdzieś XD I tak większość książek popularnych w blogsferze do mnie nie przemawia, a wiem, po co mam sięgać, aby mi samej się to spodobało i niczyja opinia nic tu nie zmieni. Racze traktuje blogi jako możliwość zapoznania się z tym, co popularne, ewentualnie - wypatrzenia w miarę ciekawych tytułów, które czasem gdzieś się pojawią, ale w sumie opinia autora recenzji jest drugorzędną rzeczą dla mnie. Najpierw muszę uznać, że sam gatunek książki do mnie przemawia, by się nią zainteresować.
    drewniany-most.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  14. W pełni się z Tobą zgadzam. Uważam, że nie ma sensu zaczynać jakiejkolwiek współpracy jeżeli z góry wiadomo, że każda otrzymana przez blogera książka będzie "wybitna". Mało tego! Jeżeli wydawnictwo zauważa, że recenzje są pisane na siłę, powinno podziękować i zakończyć współpracę z taką osobą. Czasami faktycznie zdarzy się tak, że każda otrzymana książka jest dobra i warto ją przeczytać, ale myślę, że poza naprawdę wybitnymi dziełami literatury, każda inna lektura ma swoje wady, które należy uwzględnić pisząc recenzję.

    Pozdrawiam,
    czytanienaszymzyciem.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  15. Bardzo mądrze napisane, naprawdę.
    W sumie ocenianie książki na pozytywną, która nam się nie spodobała to mijanie się z celem.
    Po pierwsze takim osobom trzeba wytłumaczyć co znaczy recenzja- własna opinia na temat książki, a nie kłamstwo...
    Pozdrawiam i zapraszam do mojego booklandu ;)http://karolinaandbooks.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  16. Ojej, jak tu ładnie u ciebie. Coś dawno mnie tutaj nie było.
    Historia z tą kolorowanką przypomniała mi o jeszcze jednej sytuacji w blogosferze książkowej. Otóż jakiś czas temu natknęłam się na recenzję ilustrowanego HP, w której blogerka (już nawet nie pamiętam, kto to był) napisała, że w sumie nigdy nie była fanką tej serii, a pod koniec dziękowała za egzemplarz recenzencki wydawnictwu. Ja sensu w braniu do recenzji książki, której nie lubię, nie widzę, ale ilość książek na półkach musi się zgadzać, co nie?
    Osobiście zawsze piszę szczere recenzję, nawet jeśli ma się to wiązać z pojechaniem książki z góry na dół (co niedawno nawet zrobiłam xd), i nie rozumiem, dlaczego miałabym tego nie robić. To, że dostałam ją za darmo (teoretycznie, bo wcale darmowa nie jest), nie oznacza, że mam słodzić - osoby wysyłające mi egzemplarz powinny liczyć się z tym, że może mi się on w ogóle nie spodobać. Poza tym zauważyłam, że początkujący blogerzy są strasznie napaleni na współpracę i ledwo co założą bloga, już chcą pisać do wydawnictw, bo darmowe książki są przecież takie fajne.

    OdpowiedzUsuń
  17. Hm, ja nie umiem ocenić, która recenzja jest nieszczera :/ Jeśli jest coś takiego jak z kolorowankami - to tak, ale gdy recenzja po prostu zachwala książkę? No nie wiem, wydaje mi się, że ciężko jest coś takiego stwierdzić :/
    Z wydawnictwami nie współpracuję, bo po pierwsze, obawiam się, że w terminach bym się nie wyrabiała, a po drugie jakoś tak... nie. To jest świetna sprawa, ale czuję, że byłabym wtedy w jakiś sposób ograniczona xD
    I strasznie słabe są sytacje,kiedy wychodzi jakaś książka i potem na stu tysięcy blogach pojawia się jej recenzja. Ile można czytać praktycznie o tym samym? :/

    OdpowiedzUsuń
  18. Ja też zauważyłam w blogosferze takie zachowania. Obecnie jak tylko widzę, że ktoś dodaje wymuszone recenzje więcej na takiego bloga nie zaglądam. To jest dla mnie śmieszne i mija się z celem. Może jestem staromodna, ale założyłam swojego bloga, aby dzielić się z innymi moimi opiniami na temat różnych dzieł literackich, a nie po to, żeby otrzymywać darmowe książki. Cóż, szkoda słów na tego typu zachowania i odwiedzanie blogerek, które dla kilku nowych książek zrobią absolutnie wszystko.

    OdpowiedzUsuń
  19. Ja takiego zachowania całkowicie nie rozumiem. No dobrze, jest ta jedna książka więcej, ale co dalej? Fałszywa recenzja bardzo źle świadczy o blogerze! Osobiście założyłam bloga, bo chciałam się dzielić MOIMI opiniami na temat powieści, które czytam, a nie dlatego, żeby dostać za darmo jakąś książkę. W głowie mi się nie mieści, że są ludzie, którzy zakładają blogi, aby mieć z nich tylko gratisy... Dla mnie blog jest jak dziecko. Dbam o niego i staram się rozwijać, ale nie mam zamiaru łamać przy tym własnych zasad! Może nie mam tej jednej książki więcej, ale chociaż mogę poszczycić się kręgosłupem moralnym...

    OdpowiedzUsuń
  20. Jeszcze nie zdarzyło mi się spotkać z czymś takim, ale jest to na prawdę bardzo duży błąd ze strony blogerów. W końcu po co czytać coś na siłę i dawać wysokie oceny za nic?
    Sama miałam przypadek że nie wiedziałam czy książka mi się spodoba czy nie, ale jak mnie wciągnęło okazała się być miłym zaskoczeniem, ale myślę ze to co innego niż te wyżej wymienione kolorowanki czy inne recenzje na siłę :D

    OdpowiedzUsuń
  21. Muszę Ci przyznać w 100% rację.. nie raz dałam się nabrać na to, że wiele blogerek przedpremierowo recenzowało jakąś książkę, która jak się okazywało nie była wiele warta. Właśnie dzięki blogerom wiele książek staje się bestsellerami choć nie powinno. Według mnie najlepszym przykładem była "Dziewczyna z pociągu", której marketing i recenzje przeszły samych siebie i ludzie dawali się na to nabrać :D
    ale muszę dodać, że początkujących blogerów jestem w stanie zrozumieć, rozumiem że czują obawę, udało im się wreszcie podjąć współprace i boją się że przez negatywną opinie wydawnictwo może z nich zrezygnować :(

    www.mybooksharmony.blogspot.pl

    OdpowiedzUsuń

Jeśli komentujesz, przeczytaj post w pierwszej kolejności i proszę, nie zostawiaj swojego adresu - prawdopodobnie już znam Twój blog. Jeśli jednak chcesz się upewnić, zostaw swój link w zakładce Spam :)

obserwatorzy