2016/07/18

"Księżyc nad Bretanią" Nina George



Koniec ze mną! – oto, co myśli Marianne, rzucając się z paryskiego Pont Neuf. Lecz los chce inaczej. Uratowana kobieta trafia do szpitala, gdzie ukojeniem staje się dla niej malowidło wykonane na rustykalnym kafelku – oświetlony księżycowym blaskiem port w Bretanii z łodzią o nazwie Mariann. Chwyta się tego obrazu jak ostatniej szansy i postanawia, że skoro nie ma już swojego miejsca na ziemi, pojedzie właśnie tam, do małej wioski rybackiej. Ta pierwsza od lat samodzielnie podjęta decyzja pozwoli Marianne poczuć się znowu szczęśliwą i zakosztować życia, jakiego dotąd nie znała.
-lubimyczytac.pl

Do twórczości Niny George zachęcała już od dawna Abi z bloga Wyznania Książkoholiczki. To właśnie jej zachwyty przekonały mnie do sięgnięcia po "Księżyc nad Bretanią", czyli jedną z dwóch wydanych w Polsce książek tejże autorki. Co prawda nazbierała sobie też sporo negatywnych opinii, jednak postanowiłam się tym nie zrażać i po prostu wyrobić sobie własną.

"Księżyc nad Bretanią" opowiada historię kobiety głęboko nieszczęśliwej. 60-letnia Marianne na co dzień żyje w toksycznym związku, który coraz bardziej odbiera jej chęć do życia. Gdy zaczyna czuć że już więcej nie wytrzyma, skacze z paryskiego Pont Neuf w celu odebrania sobie życia. Wydawałoby się, że na tym kończy się jej opowieść. Jest jednak odwrotnie - to właśnie to wydarzenie daje Marianne szansę na rozpoczęcie zupełnie nowego życia.

Sam pomysł na fabułę nie wydawał mi się zbyt zachęcający. Bo przecież kto chciałby czytać o starszej kobiecie, która przeszła próbę samobójczą? W rzeczywistości jest jednak inaczej. Historia Marianne uświadamia nam, że w każdej chwili - niezależnie czy mamy lat dwadzieścia czy sześćdziesiąt - możemy zmienić swoje życie. To my doprowadzamy do sytuacji, w której się znajdujemy i to właśnie my możemy ją zmienić. Bo nikt inny za nas tego nie zrobi, uwierzcie mi.

Rzeczą, która mi się w tej powieści spodobała najbardziej, są bohaterowie. Mimo nieco podeszłego wieku, wszyscy z nich są bardzo wyraziści. Każdy ma swój wkład w tej opowieści. Co prawda Marianne, czyli główna postać tej powieści, była czasem niezwykle irytująca. Nie potrafiłam zrozumieć jej, chwilami wręcz absurdalnych wyborów. Zaś tym, czym mnie do siebie przekonała, była zmiana, jaka w niej zaszła. Marianne jaką poznajemy na pierwszych stronach tej powieści - uległa, zrozpaczona staruszka, niczym nie przypomina Marianne, z którą książkę kończymy. Ta postać jest silną i niezależną kobietą potrafiącą o siebie zadbać.

Styl Niny George opisałabym jednym słowem - poetycki. Autorka ta nie pisze po prostu jakiejś historii, ona maluje ją słowami jednocześnie sprawiając, że zakochujemy się w klimacie panującym w jej powieści. Bardzo przyjemnie jest od czasu do czasu sięgnąć po coś różniącego się stylem pisania od typowych młodzieżówek, charakteryzujących się często prostym i nieskomplikowanym piórem.

A co mi się w tej lekturze nie spodobało? Romans. Jasne, rozumiem, iż stanowi on ważną część całej opowieści i bez niego Marianne nie mogłaby ruszyć dalej. Chodzi mi o sposób jego przedstawienia i przewijające się dosyć często erotyczne nawiązania. Szczerze? Uważam, że Nina George mogłaby nam ich zdecydowanie oszczędzić.

Podsumowując krótko - polecam. Na waszym miejscu nie zrażałabym się negatywnymi opiniami - musicie sami zdecydować, czy jest to powieść dla was, ponieważ nie każdemu przypadnie do gustu bardzo powoli rozwijająca się akcja oraz specyficzny klimat panujący w tej powieści. Bo chociaż książka mi się spodobała, nie chcę na razie sięgać po "Lawendowy pokój", czyli drugą powieść tej autorki.

11 komentarzy:

  1. Główni bohaterowie prawie zawsze są irytujący XDD
    Faktycznie, książka wydaje się intrygująca. Co z tego, że kobieta ma 60 lat, jak zmienić coś w swoim życiu, to ma moje błogosławieństwo ^^
    Może też coś zmienię?? Zacznę od koloru włosów, a skończę na nastawieniu do życia XD


    Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja już mam od dawna w planach tę książkę, ale czasu mi jak zwykle brakuje na wszystko.

    OdpowiedzUsuń
  3. Okładka tej książki jest wprost genialna, jednak co do treści, to niestety, ale chyba nie będą to moje klimaty

    OdpowiedzUsuń
  4. A to mnie zaciekawiłaś :D Serio, z początku już chciałam pisać, że chyba fabuła nie bardzo i wgl uznałam, że to będzie jakieś motivation-shit kolejny, ale chyba jednak spróbuję, bo mnie kusi motyw przemiany głównej bohaterki. Ubóstwiam silne kobiece postaci <3

    http://ksiegoteka.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Ostatnio co chwilę napotykam tę książkę w Internecie i chyba czas najwyższy się z nią zapoznać. Jesteś kolejną osobą, która pozytywnie ocenia tę książkę, z negatywnymi opiniami się jeszcze nie spotkałam, ale to dlatego, że nie szukałam ich na lubimyczytac.pl
    W każdym bądź razie po Twojej recenzji wnioskuję, że to może być świetna książka, która będzie idealna jako odskocznia od cięższych książek. :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  6. jestem zaciekawiona :D na pewno będę na nią polować :D

    http://ukochanehistorie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. Książka wydaje się średnia i jakoś mnie do niej nie ciągnie,ale kto wie,może w bibliotece będzie,to i wezmę. ;)
    Pozdrawiam! ;*
    http://olalive-blog.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. Wręcz przeciwnie - opis fabuły jest niezwykle zachęcający! Nie wiem, czy książka przypadła by mi do gustu, ale... chcę się o tym przekonać. Chcę poznać historię sześćdziesięcioletniej Marianne. :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja z kolei chyba najpierw sięgnę po "Lawendowy pokój". Jakoś bardziej ciągnie mnie do tej książki, a "Księżyc nad Bretanią" zostawię sobie na później :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Przyznam, że ten opis mnie też odtrącił i też pomyślałam "kto by chciał o tym czytać". Ale skoro mówisz, że warto to chyba sięgnę po którąś z jej książek, chociaż nie wiem czy wybiorę akurat tę. Chociaż okładka cudna!

    OdpowiedzUsuń
  11. Hejka. Książka ma przepiękną okładkę i ogólnie bardzo mnie zainteresowała i z chęcią ją przeczytam. Ja osobiście swoją przygodę z książkami dopiero zaczynam. Pozdrawiam i zapraszam równie do mnie :)) -> kingadomanska.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Jeśli komentujesz, przeczytaj post w pierwszej kolejności i proszę, nie zostawiaj swojego adresu - prawdopodobnie już znam Twój blog. Jeśli jednak chcesz się upewnić, zostaw swój link w zakładce Spam :)

obserwatorzy