2016/08/31

"Uwięziona w bursztynie" Diana Gabaldon













UWAGA: recenzja może zawierać spojlery do poprzedniej części, czyli Obcej

Jest rok 1968. Claire Randall powraca wraz z dorosłą córką Brianną do Szkocji. Tu pragnie wyznać prawdę równie zaskakującą, jak wydarzenia, które ją zrodziły: prawdę o starodawnym kręgu kamiennym... o miłości przekraczającej granice czasu... o szkockim wojowniku Jamesie Fraserze...
Ale jest też rok 1745. Claire udaje się do Paryża, aby zapobiec skazanemu na klęskę powstaniu w Szkocji pod wodzą księcia Karola Stuarta. Chce ocalić córkę i mężczyznę, którego kocha... 


Jeśli blog nie jest jedynym miejscem, na którym śledzicie moją czytelniczą działalność, to na pewno już słyszeliście moje zachwyty pod adresem Obcej. Zachwalałam ją już na Instagramie, na Snapchacie, a na YouTubie dodałam o niej nawet oddzielny filmik. Jednym słowem, Obca stała się czymś w rodzaju mojej nowej obsesji. A jako że blog jest, a właściwie był, jedynym miejscem, na którym nie rozwodziłam się nad tą serią, postanowiłam to zmienić i napisać recenzję jej drugiej części, czyli właśnie Uwięzionej w bursztynie.

Diana Gabaldon już po pierwszych stronach sprawia, że siedzimy z rozdziawioną buzią i czytamy dwa razy tę samą stronę. Bo JAK TO TAK - oczekujemy dalszych losów Jamiego i Claire, podjęcia fabuły w miejscu, na którym stanęliśmy po Obcej, a zamiast tego dowiadujemy się, że po pierwsze, Claire ma dorosłą córkę, a po drugie JEST W TERAŹNIEJSZOŚCI BEZ JAMIEGO. I takim sposobem już od pierwszego rozdziału wiemy, że w jakimś momencie ścieżki tej dwójki będą musiały się rozejść. Pani Gabaldon, tak się nie robi.

Na całe szczęści po pierwszych paru rozdziałach rozgrywających się w 1968 roku, wracamy z powrotem do XVIII-wiecznej Szkocji i dwójki naszych głównych bohaterów - Claire i Jamiego. Jak już wspominałam w filmiku, to właśnie oni nadają całej serii charakteru. To ich losy śledzimy z zapartym tchem i to o nich w tym wszystkim chodzi. A może właśnie nie do końca? W pierwszej części romans między nimi napędzał całą akcję i wychodził na pierwszy plan. W drugiej zaś, nie tyle poszedł w odstawkę, co zmienił się. Ewoluował na wyższy poziom złożoności, jeśli mogę się tak wyrazić. Zarówno sama Claire, jak i jej małżonek nie są skupieni wyłącznie na sobie nawzajem. Łączą siły starając się za wszelką cenę zmienić bieg historii. Bardzo spodobała mi się ta zmiana - udowadnia ona, że relacja między głównymi bohaterami jest czymś więcej niż pośpiesznym i banalnym romansem.

Jedyną kreacją bohatera, na której się zawiodłam, była postać kapitana Jacka Randalla. Podczas gdy w Obcej zapałaliśmy do niego większą nienawiścią niż do Ramsaya Boltona (jeśli wiecie o czym mówię), tak w Uwięzionej w bursztynie możemy go nawet stosunkowo polubić. A to niestety nie jest zaletą.

Historia już od pierwszej części miała swój udział w całej opowieści, jednak to właśnie w drugim tomie jest ona tak znacząca. Nie ukrywam, że ja (jako osoba niebędąca fanką wątku historycznego) nie byłam tym zachwycona. Chwilami nawet omijałam akapit czy dwa, ze względu na opisy strategii bitewnych czy czegoś w tym rodzaju. To właśnie stanowi największy minus tej powieści - nie ukrywam, że nie lada wyzwaniem jest przebrnąć przez 800-stronową książkę, a co dopiero taką, w której aż roi się od historii.

Jeśli miałabym porównać pierwszą część z drugą, postawiłabym na Obcą. To w niej właśnie najbardziej czuć ten szkocki klimat, w którym tak się zakochałam. Nie twierdzę jednak, że Uwięziona w bursztynie jest zła, co to to nie. To wciąż jest ta sama cudowna opowieść i ci sami wspaniali bohaterowie. Aspektem, w którym drugi tom dominował nad poprzednim jest zdecydowanie zawiązanie akcji. Bo tak jak po Obcej byliśmy usatysfakcjonowani zakończeniem i zadowoleni, tak po Uwięzionej w bursztynie jesteśmy jednocześnie zaszokowani, wzruszeni, szczęśliwi i sfrustrowani. A stworzyć coś takiego nie jest łatwo.

4 komentarze:

  1. Jak wiesz, skończyłam dosłownie wczoraj "Obcą", a już nie mogę się doczekać drugiej części, mimo że jest nieco słabsza. Jej, ciekawe ile czasu zajmie mi przeczytanie całej serii haha

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja niestety nie miałam jeszcze okazji sięgnąć po "Obcą", ale jestem naprawdę ciekawa tej serii, szczególnie, że tak dużo osób ją poleca. XVIII-wieczna Szkocja brzmi niesamowicie zachęcająco ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Niestety nie przeczytam recenzji, gdyż nie chcę sobie zaspoilerować Obcej, kltórą w krótce będę czytać :) Czekam na kolejną recenzję :)
    I oczywiście zapraszam do siebie, ponieważ wróciłam na bloggera :*

    OdpowiedzUsuń

Jeśli komentujesz, przeczytaj post w pierwszej kolejności i proszę, nie zostawiaj swojego adresu - prawdopodobnie już znam Twój blog. Jeśli jednak chcesz się upewnić, zostaw swój link w zakładce Spam :)

obserwatorzy